Piza
Piza to jedno z najstarszych miast w Europie, oczywistym więc było, że stanie się celem jednej z naszych wycieczek. Najciekawszym miejscem w Pizie jest „pole cudów” (Campo dei Miracoli) czyli duży plac, na którym znajdują się 4 arcydzieła architektury średniowiecznej: katedra, baptysterium, kampanila, zwana Krzywą Wieżą oraz cmentarz.
Pierwsze pytanie, które się nasuwa: dlaczego Krzywa Wieża jest krzywa? W pierwotnych planach architektonicznych ten popularny zabytek wcale nie miał być krzywy, jednak z powodu błędów budowniczych, którzy nie przewidzieli osiadania terenu, wieża zaczęła odchylać się od pionu już w pierwszym etapie budowy, po pięciu latach od jej rozpoczęcia.
Drugie pytanie: czy Krzywa Wieża kiedyś się przewróci? Wieża pochylała się około 1 milimetr na rok, co doprowadziło do przechyłu 5,4 metra. Na szczęście niedawno została wyremontowana i ustabilizowana, a także nieco wyprostowana, co powinno uchronić ją przed zawaleniem przez najbliższe 200 lat.
Jednak nie samą wieżą Piza żyje, zaciekawiły nas również pozostałe zabytki, a w szczególności katedra, która jest przepięknie zdobiona, pełna ciekawych rzeźb i malowideł. Samo miasto również jest ciekawe, pełne urokliwych uliczek, które niestety w sezonie urlopowym są wypełnione po brzegi turystami.
Piza to miejsce naprawdę godne polecenia.



















Miasto wiatru i kamienia
Volterra to miasto, w którym schodzą się drogi i wiatry ze wszystkich stron świata. Będąc tam doświadczyliśmy tego wiatru, hulającego po uliczkach, na własnej skórze. Miasto jest położone wysoko na szczycie wzgórza i wygląda iście średniowiecznie: strome uliczki, place, wieże rycerskie i kościoły charakterystyczne dla minionych epok. Aż czuje się tu ducha przeszłości. Volterra słynie z wydobycia alabastru, czym zajmowali się już założyciele miasta, Etruskowie. Nawet dzisiaj znaleźliśmy kilka wciąż działających warsztatów, w których tworzone są niesamowite alabastrowe rękodzieła.
Jest to bardzo ciekawe miejsce, które dało nam chwilę wytchnienia od upalnego włoskiego klimatu.


























Toskania winem i oliwą płynąca
Domek, który wybraliśmy na miejsce naszego wypoczynku, znajduje się z dala od miejskiego zgiełku w dolinach pełnych słońca otoczonych licznymi winnicami oraz drzewami oliwnymi. W zasadzie w każdym, jak również i naszym, gospodarstwie w Toskanii jest przygotowywana oliwa z oliwek, którą na co dzień mogliśmy smakować.
Idąc za radą naszych gospodarzy postanowiliśmy kilka razy odwiedzić pobliskie, niewielkie winniczki. Tradycyjnie w każdym nowym miejscu, w którym się pojawialiśmy, właściciel winnicy częstował nas chlebem skropionym oliwą własnej produkcji oraz dawał, ku naszemu zaskoczeniu, do spróbowania od 3 do nawet 7 rodzajów win. Każde z nich okraszone było opowieścią związaną z jego produkcją, a ich aromat i smak były niepowtarzalne, podobnie jak klimat każdej z winnic.




















Florencja
Z naszej sielskiej, wiejskiej Toskanii, pełnej wzgórz z winnicami, pojechaliśmy do Florencji, miasta w środkowej części Włoch. Florencja to stolica regionu i jedno z najpiękniejszych miast we Włoszech, zwane perłą renesansu. Z drugiej strony z przykrością musimy o tym powiedzieć, ale z naszego punktu widzenia pełna też kiczu i wręcz zalana turystami, a do tego potwornie duszna i gorąca.
Zacznijmy jednak od tej dobrej strony. We Florencji spotkaliśmy dużo przepięknej architektury, zaczynając od absolutnie zjawiskowej katedry Santa Maria del Fiore, poprzez pałac Palazzio Vecchio wraz ze stojącym przed wejściem posągiem Dawida Michała Anioła oraz wieloma innymi ciekawymi rzeźbami, po niezwykły most Ponte Vecchio, jeden z najstarszych mostów w Europie.
Wędrując urokliwymi wąskimi uliczkami dotarliśmy pod wieczór na plac Michała Anioła, skąd rozpościera się przepiękny widok na panoramę Florencji, szczególnie ciekawą po zmroku.
Pozytywne wrażenia są niestety częściowo przysłonięte przez wcześniej wspominane negatywy – tłumy turystów oraz wszechobecny kicz, najbardziej widoczny w małych sklepikach, handlujących tandetnymi, pozbawionymi smaku pamiątkami, wśród których dominują na wszelaki sposób ujęte genitalia Dawida Michała Anioła czy innych znanych rzeźb z niby dowcipnymi napisami. Sytuacji nie poprawia tłum rozwrzeszczanych, spoconych turystów, przelewających się przez wąskie, duszne, zaśmiecone uliczki.
Choć Florencja jest piękna, to z radością wróciliśmy w nasze wiejskie klimaty.






































Colonnata
Colonnata to starożytna włoska osada, znajdująca się w gminie Carrara w Alpach Apuańskich. Jest znana na całym świecie z kamieniołomów marmuru oraz z przysmaku ze słoniny Lardo di Colonnata, której oczywiście nie omieszkaliśmy się spróbować.
Lardo to po prostu czysta słonina peklowana w soli, przyprawach, ziołach i czosnku według tradycyjnej, w pełni naturalnej receptury. Tak przygotowane lardo dojrzewa w zamkniętych marmurowych kankach pozostawionych w jaskiniach lub piwnicach przez okres od 6 do 10 miesięcy. W prawdziwym lardo nie ma nawet cienia konserwantów ani jakichkolwiek innych sztucznych dodatków. Mimo, że jest to tłusta słoninka w czystej postaci, smakuje wyśmienicie. Mniam 😊
Będąc w Colonnacie dowiedzieliśmy się od tubylców o pobliskich kamieniołomach marmuru, które są warte odwiedzenia. Wszystko byłoby cudownie, gdyby nie były to Włochy. Oczywiście połechtani gorącą namową wyruszyliśmy w poszukiwaniu tego miejsca. Pierwszą przeszkodą okazała się, napotkana po pewnym czasie jazdy krętymi górskimi drogami, blokada drogi z lakoniczną informacją, napisaną flamastrem na kawałku tektury, oczywiście w języku włoskim. Tłumacząc na nasze „radź sobie sam”. Radziliśmy więc sobie sami, klucząc po omacku przez ciemne tunele i kręte drogi. Po dłuższym poszukiwaniu trafiliśmy wreszcie na miejsce i musimy przyznać, że było warto. W chwili wyjazdu z ostatniego tunelu znaleźliśmy się w sercu Alp Apenińskich, które wydawały się być przyprószone śniegiem. Jednak to nie śnieg daje biały kolor szczytów, lecz marmur. Podążając dalej wąską drogą dotarliśmy do poszukiwanej przez nas kopalni, przejeżdżając przez ciekawe mosty, przygotowane specjalnie do transportu wydobytego marmuru. Trzeba przyznać, że góry naprawdę robią wrażenie, szkoda tylko, że są „podgryzane” przez człowieka, aby pozyskać cenny materiał.






























Iseo
Pod koniec naszego pobytu we Włoszech udaliśmy się do Lombardii nad jezioro położone w bezpośrednim sąsiedztwie Alp, w dolinie Val Camonica. Jest to jedno z mniejszych jezior, bardziej odwiedzane przez Włochów niż turystów. Wokół jeziora znajduje się kilka urokliwych miasteczek a na samym środku Iseo znajduje się wyspa Monte Isola. Korzystając z okazji przepłynęliśmy na nią promem aby udać się na przyjemny spacer wokół wyspy. Nie obeszło się oczywiście od popróbowania regionalnych przysmaków, w tym tradycyjnego makaronu w restauracji na brzegu wyspy. Jest to miejsce godne polecenia do odpoczynku od 40-stopniowych upałów w sercu Toskanii.





















Garda
Wracając do domu obraliśmy drogę biegnącą wzdłuż jeziora Garda, największego i najczystszego jeziora tego kraju. Jest ono położone w połowie drogi między Wenecją a Mediolanem, u stóp Alp. Musimy przyznać, że jest to bardzo ciekawa trasa, biegnąca zboczem gór tuż nad samym jeziorem. Kręte drogi, liczne tunele, wspaniałe punkty widokowe urozmaicały nam drogę powrotną. Na dłuższą przerwę zatrzymaliśmy się w miejscowości Limone Sul Garda, w której piękne widoki umilały nam odpoczynek. Choć nazwa nie pochodzi od cytryny, to miejscowość ta znana jest z ich uprawy od wielu wieków.








































Powrót
Na koniec dnia zatrzymaliśmy się na nocleg w austriackich Alpach, by następnego dnia ruszyć w drogę powrotną do Polski.









Toskania
Nadszedł czas na kolejną wyprawę, tym razem w składzie powiększonym o naszą Madzię. W przeciwieństwie do poprzednich wypraw tą pokonujemy naszym naziemnym osiołkiem, który ma za zadanie dowieźć nas do toskańskich wzgórz winem i oliwą płynących. Nasza trasa przebiega przez Niemcy i Austrię by doprowadzić nas do środkowych Włoch. Ku naszemu rozczarowaniu najciekawszy odcinek trasy, biegnący przez Alpy austriackie oraz włoskie, postanowił przyjąć nas chłodno (11-12 stopni) oraz ukryć przed nami swoje piękno w rzęsistych opadach deszczu. Na szczęście wiedzieliśmy, że przez najbliższe trzy tygodnie czeka na nas gorący włoski klimat.













