Makaki śnieżne
Naszym pierwszym celem w Japonii był park Jigokudani Yaen-kōen, w regionie Nagano, gdzie mogliśmy podziwiać małpy śnieżne – japońskie makaki. Mieliśmy przyjemność obserwować je w naturalnym środowisku, gdzie nad ranem schodzą z ośnieżonych gór w celu ogrzania się w gorących źródłach wulkanicznych. Małpy okazały się być bardzo przyjaźnie nastawione do ludzi, na których kompletnie nie zwracały uwagi. Ich zachowanie niewiele odbiegało od ludzkiego. Kiedy zanurzały się w gorącym źródle wyraźnie widać było błogość i spokój na twarzach dorosłych osobników. W przeciwieństwie do nich rozbrykana „młodzież” dokazywała w wodzie nie szczędząc złośliwości swoim rówieśnikom. Nam również płatały figle chlapiąc wodą czy też próbując „ukraść” parasol Wojtkowi J. Były to niezapomniane chwile, pełne emocji i wzruszeń, warte tak dalekiej wyprawy. Doceniając nasz trud podróży makaki odprowadziły nas na koniec do granic swojego parku.
Nasze pierwsze spostrzeżenia
- Japończycy wcale nie są tacy niscy. Wzrost Wojtka nie był jakimś wyróżnikiem, trafiają się Japończycy wyżsi od niego, a Japonki wyższe od Beaty. Średnia jest jednak wyraźnie niższa niż u nas.
- Wbrew opinii, Japończycy jednak patrzą w oczy. Najbardziej przekonała się o tym Beata, której zielone oczy budzą powszechne zainteresowanie - nawet na lotnisku w Japonii podczas odprawy paszportowej urzędnik przyglądał się, zachwycał i pytał, czy są naturalne, wykraczając tym samym poza uznawane w Japonii normy zachowania :). Podobne reakcje zauważamy w miejscach publicznych, jak metro czy sklepy.
- Również blond włosy Beaty wzbudzają ogromne zainteresowanie, zwłaszcza w małych miejscowościach. Japończycy są z natury czarnowłosi więc taki wyróżnik powoduje, że nie potrafią się powstrzymać przed zerkaniem, a nawet jawnym przypatrywaniem się i komentowaniem (czego rzecz jasna nie rozumiemy :) ).
- Japończycy są bardzo pomocni. Nawet nieznajomość języka nie stanowi dla nich przeszkody. Najlepszym przykładem była pani maszynistka, prowadząca pociąg w Nakano. Widząc nasze zagubienie, gdy nie wiedzieliśmy jak przesiąść się do kolejnego środka komunikacji, zostawiła swój pociąg, podbiegła do nas i zapytała, jak może pomóc (trochę znała angielski ;) ), a jeden z mieszkańców w Yudanace porzucił swoje narzędzia ogrodnicze i zaprowadził nas do samej recepcji hotelu, o który zapytaliśmy. Z kolei na lotnisku w Naha kierowca, zapytany przez nas o drogę, okazał wyraźne zażenowanie faktem, że nas nie rozumie i nie potrafi pomóc. Ostatecznie jednak na migi coś doradził ;). Podobnych historii moglibyśmy opisać wiele.
- Japończycy w każdej możliwej sytuacji zasypiają, czy to w środkach komunikacji czy poczekalniach. Wyglądają jak zabawki, którym wyłączono zasilanie :). Nie ma znaczenia wiek ani płeć, zasypiają osoby samotne, pary a nawet cale rodziny. Co ciekawe, w 99% przypadków budzą się dokładnie o czasie, w którym mają ruszyć dalej.. jak oni to robią?
- Japończycy nie przywiązują uwagi do butów! Noszą buty nie pasujące do reszty ubioru, jak na przykład pan elegancik w garniturze i rozklapciałych adidasach. Kobiety z kolei noszą często dziwaczne buty, w których nie potrafią chodzić, poruszając się pokracznie i niezgrabnie. Buty są na ogół zniszczone i za duże o co najmniej 1-2 numery.
- W Japonii wymagane jest ściąganie butów przed wejściem do hoteli i mieszkań, a także innych, typowo japońskich lokali. Sytuację taką mieliśmy już w pierwszym hotelu, w którym to zostawiliśmy buty na progu (nie, nikt nie ukradł :) ), dostaliśmy natomiast kapcie. Tu oczywiście pojawił się problem z rozmiarem buta Wojtka - nikt nie przewidział tak dużych kapci, więc pół jego stopy wystawało poza, a recepcjonistka kiwała głową zaskoczona i rozbawiona :). Oczywiście kapcie do toalety są inne niż do chodzenia po hotelu i należy je przebrać na progu kibelka :D
- Toalety… Beata, jako pierwsza zdesperowana, zaatakowała japońską toaletę zaraz po 10-godzinnym locie. No cóż… długo jej nie było, ale wróciła z przekonaniem, że chce taką toaletę w domu! Nie odstraszyło jej nawet 14 opisanych po japońsku przycisków podstawowej obsługi muszli klozetowej ;). Wojtek – po uzyskaniu tajemnej wiedzy (w postaci zdjęcia panelu) miał już nieco łatwiej…
- Samochody.. po ulicach jeździ bardzo dużo małych samochodów (pudełeczek ;) ). Z zewnątrz niepozorne, ale w środku elektronika najwyższej klasy której – jak sądzimy – nie znajdziemy nawet w naszych najlepiej wyposażonych autach. Ciekawe, jak wyglądają tutejsze auta z najwyższej półki.. :). W Naha jeździły prawie same nowe samochody, co nas również bardzo zdziwiło. Jedynie taksówki były starego typu, stylizowane na lata 90-te, ale utrzymane w doskonałym stanie i wyposażone w dużą ilość elektroniki.
- Jedzenie - a do tego potrzeba osobnego wpisu (dzisiaj nie wiemy co jedliśmy: wyglądało dziwnie, pachniało przyzwoicie, smakowało bardzo dobrze, może lepiej nie wiedzieć co to było.. ;) ).
Wyruszamy naprzeciw przygodzie
O 4:30 budzik oznajmił nam radosną nowinę – czas wyruszyć w podróż życia! Rozpoczęła się ona zwyczajnie – w pociągu PKP na stacji Szczecin-Dąbie – i co dalej?... 28 godzin i 11000 km później, korzystając po drodze z samolotu, superszybkiego japońskiego pociągu (shinkansen), metra oraz kolei, osiągnęliśmy pierwszy punkt wycieczki – Yudanakę. Pierwszy nasz hotel utrzymany był w stylu japońskim: przesuwane drzwi, niskie meble, maty tatami i futony (czyli tradycyjne materace do spania) oraz poduszki makury (wypełnione fasolą), jak również stylowe yukaty do przebrania. Musimy przyznać, że było to dla nas zupełnie nowe, ciekawe doświadczenie, które zaczęło naszą przygodę w Japonii.


