Koyasan na górze Koya to miejsce, na które czekaliśmy z niecierpliwością. Znajduje się tam 117 świątyń. Większość z nich powstała z inicjatywy rodzin samurajskich, gdzie po dziś dzień prowadzone są przez buddyjskich mnichów. Ponad połowa jest zamknięta dla turystów. Niektóre z nich, aby przetrwać, zostały zmuszone do otwarcia bram dla osób odwiedzających. Część świątyń wciąż prowadzona jest w sposób rygorystyczny, przestrzegane tam są reguły klasztorne. Koyasan to miejsce, w którym mnisi buddyjscy oraz pielgrzymi wyciszają się oddając się kontemplacji dążąc do równowagi duchowej.
Wkraczając do Koyasan od razu odczuliśmy wszechobecną ciszę i spokój. Świątynia, którą wybraliśmy jest jedną z najstarszych, prowadzona przez mnichów buddyjskich szkoły shingon. Już na progu przekonaliśmy się, że wybraliśmy świątynię zgodną z naszymi oczekiwaniami, prowadzoną w sposób tradycyjny, bez zbędnej komercji. Jak się okazało, bramy tego miejsca zostały otwarte dla turystów niespełna rok temu. Byliśmy jednymi z pierwszych nie-japońskich gości, których przez ten krótki czas gościli. Od pierwszych chwil mnisi bacznie obserwowali każdy nasz ruch pilnując, byśmy nie naruszyli surowych zasad panujących w świątyni. Warunki w całej świątyni były surowe, wręcz spartańskie. Temperatura we wnętrzach nie przekraczała 6 stopni, jedynie nasz pokój był nieznacznie cieplejszy. Wszędzie było czuć zapach kadzideł i tajemniczych olejków oraz co jakiś czas dochodziły do nas dżwięki dzwonów, gongów oraz mis.
W czasie naszego pobytu natrafiliśmy na wędrownego mnicha, który przebywał w tym czasie w świątyni. Towarzyszył nam podczas śniadania opowiadając o buddyzmie, tradycjach a także objaśniał nam obrządki,w których uczestniczyliśmy wczesnym rankiem. Chętnie odpowiadał na nasze pytania, jak również tłumaczył nam słowa i znaczenie mantry, której uczyliśmy się podczas porannej medytacji.
Doświadczenia zdobyte w Koyasan są dla nas bezcenne. Zapewne jeszcze wielokrotnie będą nas skłaniać do przemyśleń i zadumy. Wspaniała duchowa podróż…