Po całym miesiącu zwiedzania i zdobywania świata nadszedł nareszcie czas na odpoczynek. Wybraliśmy sobie w tym celu zaciszny zakątek Birmy – Ngapali, znane z cudownej plaży, żółtych piasków i lazurowego wybrzeża. Kilka dni, które tam spędziliśmy, naładowały nasze baterie silnymi promieniami słonecznymi. Temperatura codziennie przekraczała 30 st. grzejąc nasze stare kości. Krótko mówiąc – raj na ziemi.

Każdego wieczoru spacerowaliśmy wzdłuż wybrzeża zapuszczając się w teren coraz dalej, natrafiając pewnego razu na rybacką wioskę. Ich metody pracy pamiętają jeszcze pewnie czasy średniowiecza, nie byliśmy jednak zdziwieni, widząc wcześniej jak wygląda postęp w mniejszych birmańskich miejscowościach. Rybacy mieli co prawda motory czy silniki w łodziach, a wśród koszy wiklinowych przebijały się plastikowe, to cała reszta daleka była od współczesności. Chociaż ludzie zmuszeni są z tego powodu ciężko pracować to z uśmiechem na twarzach nas witali. Musimy przyznać, że im bardziej ubogie zakątki Birmy odwiedzaliśmy, tym ludzie okazywali się bardziej otwarci i serdeczni, czego niestety zabrakło w większych miastach. Miejsce to zaciekawiło nas tak bardzo, że jeszcze kilka razy zaglądnęliśmy do tej niecodziennej wioski.
Wspaniale było odpocząć na żółtych ciepłych piaskach Ngapali, niestety nadszedł czas na powrót do chłodnego klimatu w Polsce. Nasza przygoda dobiega końca. Na pewno będziemy długo wspominać podróż bez planu do Birmy, która była pełna emocji i niespodziewanych sytuacji. Zdecydowanie mówimy że była to dobra decyzja.






































