Azjatyckie jedzenie mieliśmy okazję posmakować kilka lat temu w Japonii. Przypadło nam tak bardzo do gustu, iż niektóre dania wprowadziliśmy do naszego domowego menu. Natomiast podróż przez Wietnam, Laos i Birmę pozwoliła nam doświadczyć zupełnie nowych azjatyckich smaków. Każde z miejsc, które odwiedziliśmy tym razem, było bardzo odmienne i jedyne w swoim rodzaju.

Nauczeni doświadczeniem z Japonii odważnie ruszyliśmy do poznawania nowych potraw w Wietnamie, a okazję ku temu mieliśmy właściwie w każdym możliwym miejscu. W codziennym ruchu na chodnikach co chwilę można było przysiąść na maleńkich dziecięcych krzesełkach przy miniaturowych stoliczkach, które uchodziły za minirestauracyjki. Natomiast gdy czas nie pozwalał się zatrzymać, można było kupić jedzenie we wszechobecnych kramikach i stoiskach, w których przyrządzane było dosłownie w danej chwili. Niekiedy trudno było rozpoznać co jest podawane w prowizorycznych ulicznych „kuchniach”, gdzie przekonywaliśmy się o tym często dopiero przy pierwszym kęsie. Zdarzało się nam czasem rezygnować z niektórych propozycji, choć wyglądały smakowicie i pachniały zachęcająco, ze względu na kompletny brak higieny w danym punkcie. Staraliśmy się wybierać miejsca, w których choć pozornie było trochę lepiej. Niestety niektórzy Wietnamczycy nie przywiązują większej wagi do czystości i wszędzie rzucają śmieci oraz resztki po jedzeniu. Z koszy, o ile były gdzieś w okolicy, śmieci wysypywały się z przepełnienia. Gdzie tu ekologia, o którą tak bardzo walczymy w Europie?

Mimo całego tego narzekania na higienę musimy przyznać, że jedzenie było bardzo smaczne. Nieco przypominało znane nam już klimaty japońskie, choć bardziej ostre i wyraziste, bardzo przypadło nam do gustu. Szczególnie podobała nam się bardzo duża dostępność świeżych owoców morza, o której możemy jedynie pomarzyć w polskich restauracjach.

Laos jest krajem znacznie biedniejszym niż Wietnam, co przejawiało się również w tamtejszej kuchni. Była ona znacznie mniej różnorodna i wyszukana. Bywając w różnych regionach kraju spotykaliśmy jedzenie o podobnym charakterze, opierające się przede wszystkim na zieleninie. Wszędzie mieliśmy do czynienia z kapustą, bambusem i ratanem, przygotowywanymi na sto sposobów, będącymi bazą dla większości potraw. Często spotykaliśmy różnego rodzaju kiszonki z nieznanych nam roślin, które były podawane z dodatkiem jajka lub mięsa. Mięso absolutnie nie przypadło nam do gustu. Była to przede wszystkim wołowina, twarda, żylasta a do tego nie wiadomo z jakiej części ciała pochodziła.

W Laosie po raz pierwszy spotkaliśmy się z robakami i insektami przyrządzonymi do jedzenia, które odważyliśmy się spróbować. Musimy przyznać, że dały się zjeść, niektóre miały dość osobliwy smak, który na pewno zapamiętamy do końca życia. Ciekawe doświadczenie ale nie zdecydujemy się jednak na wprowadzenie ich na stałe do naszego codziennego menu.

Bez względu czy była to restauracja w mieście, biedna wioska czy posiłek w dżungli, ogólnie potrawy były mało wyraziste lub przeraźliwie ostre, niemal nie dające się zjeść, w zasadzie dwie skrajności, które było trudno połączyć. W zasadzie całe doznania kulinarne możemy opisać jako podróż w nieznane pełną zabawnych sytuacji z których niekiedy trudno było wybrnąć. Na szczęście odwaga, otwartość i niekiedy zimna krew pozwoliła na zdobycie wiedzy na temat zwyczajów kulinarnych Laotańczyków.

Laos będziemy wspominać jako kraj ubogi, ale czysty. Mimo, że nie posiadają dużej różnorodności składników to potrafią z nich przygotować potrawy, które zaskakują i dają się zapamiętać.

W Birmie nie odważyliśmy się jeść na bazarach czy kramikach, gdyż w żadnym miejscu nie wzbudzały one zaufania. Większość produktów była przeznaczona do dalszej obróbki, dedykowana dla mieszkańców, a gotowe jedzenie – zapewniamy Was – wzbudzało wyraźną niechęć a nawet i obrzydzenie.

Choć jedliśmy jedynie w jadłodajniach to zawsze wybieraliśmy lokalne potrawy. Była to odmiana po nieco ubogiej kuchni laotańskiej, z dużą ilością warzyw, różnorodnością mięs i owocami morza. Musimy przyznać, że każda potrawa, którą chwytaliśmy, była bardzo smaczna i dobrze doprawiona.

Ze wszystkich trzech odwiedzonych przez nas krajów kuchnia birmańska przypadła nam najbardziej do gustu. Cieszymy się, że w przebiegu całej naszej wycieczki po Azji odważnie sięgaliśmy po nowe, nieznane nam potrawy. Zapewne niektóre z nich spróbujemy przenieść do naszego domowego menu.

Privacy Preference Center