Będąc w mieście Rangun nie sposób było nie odwiedzić największego symbolu Birmy – świątyni Shwedagon. Miejsce to w pewnym sensie można porównać do Watykanu w Europie, czyli symbolu wiary. Jest też dla Birmańczyków tym, czym Mekka dla muzułmanów – miejscem, które przynajmniej raz w życiu każdy mieszkaniec Mjanmaru powinien odwiedzić.
Główna wieża świątyni ma aż 99 metrów wysokości i pokryta jest sześćdziesięcioma tonami złota, które sprawia, że bije od niej jaskrawa łuna wręcz rażąca oczy. Otoczona jest 4 średnimi stupami, które wyznaczają cztery kierunki świata. Pomiędzy nimi wzniesiono 60 małych stup. Najważniejszą ozdobą wieży jest ogromny diament umieszczony na jej szczycie, który ma aż 76 karatów. Szkoda, że z dołu praktycznie go nie widać.
Całe to miejsce robi ogromne wrażenie, wszędzie spotykaliśmy modlących się i medytujących mnichów a także wielu innych ludzi. Natomiast zapach kadzideł i kwiatów oraz dźwięki wydobywające się z dzwonków i gongów tworzyły niesamowitą, wzniosłą atmosferę. Z zaciekawieniem przyglądaliśmy się rytuałom i obrządkom modlitewnym. W zasadzie każdy wierny przynosił ze sobą kwiaty oraz dary, którymi dzielił się z Buddą. Jakże to odmienne od naszych chrześcijańskich praktyk.
Świątynia wraz ze swoim bogactwem i przepychem bardzo kontrastuje z codziennym życiem mieszkańców, na które natrafiamy dosłownie kilka kroków za murami. Po wizycie w złotej świątyni lepiej zrozumieliśmy birmańskie obyczaje i zachowania.




























