Jako pasjonaci gór nie mogliśmy sobie odmówić przyjemności wejścia na najwyższy szczyt w Hiszpanii, jakim jest wulkan Teide. Wejście na niego nie jest możliwe dla każdego, dlatego też już w Polsce musieliśmy z dużym wyprzedzeniem zarezerwować przepustkę wstępu na ostatni, najwyższy odcinek.
Wyprawę rozpoczęliśmy od przejazdu samochodem malowniczą trasą przez góry Adeje, aby poprzez równiny zwane cañadas dotrzeć do dolnej stacji kolejki linowej, położonej na wysokości 2356 m. W przeciągu zaledwie 8 minut pokonaliśmy 1200 metrów by znaleźć się w górnej stacji kolejki. Tutaj odczuliśmy już wyraźną zmianę temperatury, więc czym prędzej poubieraliśmy przygotowane wcześniej ciepłe ubrania. Wysokość 3555 m, którą osiągnęliśmy w chyba za szybki sposób zmusiła całą naszą trójkę do adaptacji w nieco rzadszym i znacznie chłodniejszym powietrzu. Na dole mieliśmy ok. 17 stopni, natomiast tutaj spadła do 3 stopni. Jak się później okazało, na szczycie było jeszcze zimniej, temperatura spadła poniżej 0. Nie zniechęciło nas to jednak i po chwili ruszyliśmy zdobyć szczyt. W przeciwieństwie do przejazdu kolejką na tym szlaku tłumów nie było, spotkaliśmy na nim raptem kilkanaście osób.
Wspinaczka okazała się bardzo ciekawym przeżyciem. Ku naszemu zdziwieniu z każdym pokonywanym metrem wzmagała się odczuwalna dla nas aktywność wulkanu. Kamienie, po których stąpaliśmy wyraźnie grzały nasze stopy, co dało się odczuć nawet przez buty. Niektóre z głazów były wręcz gorące, wszędzie odczuwalny był zapach wulkanicznych wyziewów a ze szpar w skałach wydobywała się para. Ciepło skał sprawiło, że pobyt na szczycie, na którym owiewał nas zimny wiatr i panowała ujemna temperatura, był całkiem znośny. Wszelkie niedogodności rekompensował wspaniały widok. Miło było stać na szczycie tak wysokiej góry i obserwować piętrzące się poniżej chmury, zatrzymujące się u podnóża Teide. Polecamy każdemu tę odrobinę wysiłku, aby doświadczyć tego widoku.
Galeria





































