Idąc za radą naszej gospodyni postanowiliśmy wyruszyć do jednego z najważniejszych miejsc na Krecie, klasztoru Arkadi. Znany jako miejsce oblężenia i walki z Turkami w trakcie powstania kreteńskiego w XIX wieku. Zabudowania w obecnej postaci pochodzą głównie z XVI stulecia.
Aby dojechać skorzystaliśmy ze sprawdzonej nawigacji Google, która tym razem spłatała nam figla. Z każdym kilometrem, który pokonywaliśmy do celu, coraz bardziej zastanawialiśmy się, czy oby na pewno jest to właściwa trasa. Nasza droga stawała się coraz węższa i bardziej kręta, nie dając nam nawet możliwości zawrócenia. Gdy dotarliśmy do pierwszego miasteczka ucieszyliśmy się, że jednak znaleźliśmy się w jakiejś cywilizacji. Nic bardziej mylnego, droga okazała się jeszcze węższa, gdzie między domami były tak wąskie przesmyki, że samochód ledwo się w nich mieścił. Kiedy udało nam się opuścić miasteczko i wyjechać na normalne drogi, trafiliśmy na znanych nam już władców szos, owce i kozy, które postanowiły nas nieco wstrzymać. Ostatecznie dotarliśmy do klasztoru choć w czasie „nieco” dłuższym od zakładanego.
Dla mieszkańców Krety klasztor Arkadi stanowi miejsce pamięci narodowej, będąc pomnikiem męczeństwa i walk niepodległościowych. Zwiedzając jego zakamarki widzieliśmy, że klasztor jest zadbany i utrzymywany w doskonałej kondycji mimo upływu wielu lat. Trzeba przyznać, że czuć tutaj kawał historii.
Idąc dalej za poradą naszej gospodyni udaliśmy się do wioski Spili, gdzie miała czekać na nas spektakularna fontanna składająca się z 25 lwich głów. Musimy przyznać, że nie zrobiła na nas zbyt dużego wrażenia. Nie dość tego, dosłownie obklejona knajpami polującymi na przypadkowego turystę. Jednak i takie miejsca zdarza nam się odwiedzać.
Będąc w Spili natrafiliśmy na coś znacznie ciekawszego, bardziej spektakularnego, natomiast nie opisanego w żadnym źródle informacji. Chodzi o klasztor św. Rafaela, niedawno wybudowany, a właściwie ciągle jeszcze w budowie. Zwiedzając przepiękny kompleks świątynny nie mieliśmy świadomości, że poruszamy się tak naprawdę po dachu całego klasztoru. Zorientowaliśmy się dopiero oglądając monastyr z lotu ptaka, a dokładniej z naszego drona, że, oparty na skale, schodzi jeszcze cztery poziomy w dół. Jest to piękne miejsce, które z nieznanych nam przyczyn jest całkowicie ignorowane przez turystów.







































