Aso to jeden z najbardziej aktywnych wulkanów na świecie. Ostatnią erupcję zanotowano w październiku 2016 i do dnia dzisiejszego jego aktywność jest zwiększona. Ślady jego ostatnich niszczycielskich działań widoczne są do dziś.
W czasie naszej wycieczki poziom aktywności wulkanu został podniesiony ze stopnia pierwszego na trzeci. Zorientowaliśmy się, że coś się dzieje, ponieważ nagle nad wulkanem pojawiły się helikoptery, a chmura oparów z krateru zmieniła swój kolor na niebieskawy. Pojawiła się straż pożarna, a kierowca przypadkowego, przejeżdżającego autokaru, zaczął nas popędzać, abyśmy wsiadali. Nie ukrywamy, że zaczął w nas narastać strach szczególnie, gdy Beata dostała atak kaszlu i duszności, a Wojtek zaczął tracić głos. Mając świadomość, że najbardziej niebezpieczne są trujące gazy wydobywające się z krateru, bez oporu poddaliśmy się poleceniom wydawanym przez kierowcę. Mimo, że z naszego punktu widzenia wygląd wulkanu był niezmienny od naszego przybycia, to szybko opuściliśmy zagrożoną strefę.
Chociaż poznaliśmy na własnej skórze groźne oblicze wulkanu to i tak jesteśmy bardzo zadowoleni, że mogliśmy przebywać w zupełnie odmiennym od klasycznych gór krajobrazie. Wszechobecny pył, popalone trawy i brak innej roślinności, w niższych partiach powalone drzewa i strumienie zastygłej lawy tworzą piękny w swej surowości widok. Warto było się tam wybrać.