Kolejny dzień rozpoczęliśmy o świcie. Naszym celem był jeden z najbardziej charakterystycznych mostów w Wietnamie, Golden Bridge, znany z kamiennych podpór w kształcie dłoni, podtrzymujących całą konstrukcję. Most jest jedną z głównych atrakcji turystycznych w Da Nang, co powoduje, że przez większość dnia jest mocno zatłoczony. Chcąc oglądać go w całej okazałości, bez tłumu ludzi, zdecydowaliśmy się na wcześniejsze dotarcie do celu. Po niecałej godzinie jazdy dotarliśmy do podnóży gór Ba Na Hills, gdzie przesiedliśmy się na najdłuższy na świecie system kolejek linowych, który zawiózł nas niemal na sam most. Cała sieć kolejek zawieszona jest nad rozpościerającą się niczym morze dżunglą, gdzie wagoniki suną tuż na koronami drzew. Niestety w połowie naszej malowniczej trasy pod górę zaczęły się pojawiać gęste chmury i mgła. Ku naszemu zdziwieniu po dotarciu na miejsce okazało się, że most Golden Bridge tonie w chmurach i nie można było go zobaczyć w całej okazałości. Mimo to widok był niepowtarzalny i z pewnością godzien uwagi.
Kiedy już nacieszyliśmy oczy nieco dziwnym mostem, udaliśmy się do dość poplątanego miejsca zwanego Sun World, umiejscowionego pośród chmur na szczycie wzgórz Ba Na Hills, w którym obok repliki francuskiej wioski wraz z zamkami i brukowanymi uliczkami znaleźliśmy także ogrody kwiatowe, w których znajdowało się półtora miliona różnorodnych, przepięknie pachnących tulipanów. Wewnątrz jednego z zamków znajdował się park rozrywki, z którego atrakcji jednak niekoniecznie chcieliśmy skorzystać.
Mimo natłoku wrażeń, które nas tutaj zastały postanowiliśmy na zakończenie dnia pojechać na zupełnie inny most zwany mostem smoka. Na co dzień jest to zwykły most z którego korzystają mieszkańcy Da Nang, jednego z większych miast w Wietnamie. W rzeczy samej jest to smok w czystej postaci, wijący się przez całą długość mostu. Faktycznie zrobił na nas ogromne wrażenie, szczególnie przykuł naszą uwagę wieczorem, gdy zaczął zionąć ogniem z psyka niczym prawdziwy smok.
Przed spaniem nie mogliśmy sobie odpuścić lokalnego jedzenia. W tym celu udaliśmy się na bazar nocny, gdzie owoce morza były w pełni dostępne za niewielkie pieniądze. Nie ukrywamy, że poddaliśmy się niemałej pokusie.
Po powrocie z bazaru do hotelu zorientowaliśmy się, że zabrał się z nami nieproszony gość. Zapewniamy was, że nie była to żaba. Co się działo dalej? Pozostawimy to waszej wyobraźni… 😊


















































