Chcąc zaoszczędzić czas postanowiliśmy przemieścić się z Ho Chi Minh do Hue drogą lotniczą, ponieważ przejazd popularnym tutaj autobusem sypialnym trwałby 25 godzin, po drogach budzących grozę. Przez połowę lotu zastanawialiśmy się jak rozpoznać kierowcę-przewodnika, który miał na nas czekać na lotnisku a następnie obwieźć po mieście i okolicy. Niestety miał na nazwisko Nguyen, podobnie jak niemal 50% Wietnamczyków. Co gorsza nie potrafimy jeszcze ich rozróżniać, gdyż zbyt krótko przebywamy w Wietnamie i wszyscy wyglądają jak klony. Dzięki bogu „nasz” Nguyen był przygotowany na taką sytuację i trzymał w ręku karton z naszym nazwiskiem. Okazał się być bardzo sympatycznym człowiekiem, mówiącym na szczęście dość zrozumiale po angielsku. Od razu nas zapytał jak sobie wyobrażamy naszą wycieczkę i czego od niego oczekujemy. Haha…, myśleliśmy, że już wcześniej to ustalaliśmy z jego szefem (nota bene Nguyenem).

Zacznijmy jednak od początku – dlaczego Hue? Ponieważ jest to dawna stolica Wietnamu, w której mamy możliwość poznania rdzennej kultury wietnamskiej. Miasto, zlokalizowane w centrum Wietnamu, znajdowało się blisko granicy pomiędzy Wietnamem Północnym i Południowym. Podczas wojny wietnamskiej było wielokrotnie niszczone przez obie strony konfliktu. W trakcie jazdy nasz przewodnik opowiadał nam o ogromie zniszczeń i tragedii wojennej. Na szczęście, mimo tak intensywnych walk, wiele zabytków nie ucierpiało przez co możemy je dzisiaj podziwiać.

Na początek wybraliśmy grobowiec cesarza Khai Dinh. Na pierwszy rzut oka miejsce to wydawało się być pałacem zastygłym od wieków w kamiennym śnie. Po przejściu ogromnej bramy napotkaliśmy dwa podwójne rzędy wykutych z kamienia postaci, stanowiących wartę honorową strzegącą tego miejsca. Po minięciu strażników oraz przejściu kolejnych poziomów dotarliśmy do wielkiej krypty. Od samego progu uderzyła nas łuna bogactwa i przepychu ociekającego złotem, stanowiąca niesamowity kontrast z surowym, zimnym, szarym światem zewnętrznym. W każdym zakątku tego niezwykłego miejsca odczuwaliśmy przedziwną atmosferę, która nie opuszczała nas przez dłuższy czas aż do momentu, gdy dotarliśmy do miejsca, w którym rodzina cesarska mieszkała za życia, czyli Cytadeli Cesarskiej oraz Zakazanego Miasta. Zanim dotarliśmy na miejsce nasz przewodnik opowiedział kilka ciekawostek na temat obyczajów i kultury cesarskiej. Pokazał nam interesujące zakątki Miasta Cesarskiego oraz zaproponował przejażdżkę do kolejnego zabytku kultury wietnamskiej, Pagody Thien Mu. Oczywiście po drodze daliśmy się namówić na pyszną przekąskę w dość dziwnej „restauracji” i spacer po ogrodzie grobowca kolejnego cesarza – Minh Manga.

Dzień w Hue spędziliśmy w dość nietypowy jak na nas sposób, będąc obwożonym przez indywidualnego szofera i przewodnika w jednej osobie. Do tej pory staraliśmy się zawsze docierać w najciekawsze miejsca we własnym zakresie, ale sposób z jakiego teraz skorzystaliśmy spowodował, że mogliśmy zobaczyć zdecydowanie więcej w krótkim czasie. Stara, rdzenna kultura zrobiła na nas wielkie wrażenie.

Na koniec dnia Nguyen odwiózł nas na dworzec kolejowy, z którego ruszyliśmy pociągiem w dalszą podróż. Czy to był dobry wybór? Nie jesteśmy pewni. Co prawda dotarliśmy na miejsce, ale warunki w jakich oczekiwaliśmy na podróż oraz sama jazda są trudne do opisania. Na szczęście udało nam się wysiąść na odpowiedniej stacji, aczkolwiek wprost na tory pod prawie nadjeżdżający pociąg. Resztę niech opowiedzą zdjęcia.

Privacy Preference Center