Będąc w Wietnamie nie sposób nie zobaczyć tuneli zbudowanych przez Viet Cong w czasach wojen indochińskich, stanowiących kawał historii tego kraju. Aby nie pominąć ważnych szczegółów związanych z funkcjonowaniem tuneli oraz ich znaczeniem skorzystaliśmy ze zorganizowanej wycieczki z przewodnikiem, który krok po kroku zaznajamiał nas z tajemnicami podziemnych tuneli.

Nasza podróż rozpoczęła się od odwiedzenia warsztatu robót ręcznych, wykonywanych przez osoby niepełnosprawne. Ich upośledzenie było spowodowane używanym przez wojska amerykańskie preparatem zwanym „Agent Orange”, powodującym deformacje ciała nowo narodzonych dzieci. Prace tych ludzi są wprost arcydziełem. Następnie ruszyliśmy w dalszą część wycieczki do tuneli.

Okazało się, że tunele Cu Chi  to rozległa na ponad 200 km trzypoziomowa sieć tuneli chroniących żołnierzy Viet Congu przed wojskami przeciwnika. Życie wewnątrz nie było jednak łatwe ze względu na ciasnotę – najniższe tunele miały ok. 60 cm wysokości, brak powietrza, wszechobecną wilgoć oraz różnego typu robactwo takie jak pająki czy skorpiony oraz inne „żyjątka”. Niewyobrażalnym dla nas jest, że żołnierze potrafili przeżyć w tych tunelach nawet miesiąc bez wychodzenia na powierzchnię. Tunele naszpikowane były pułapkami mającymi chronić mieszkańców przed nagłym atakiem wroga. Zdarzało się, że w niektórych partiach tuneli, mimo ciemności i niesprzyjających warunków, mieszkały całe rodziny chroniące się przed nalotami wojsk amerykańskich.

Tylko jedno z nas zdecydowało się zejść w wąskie, duszne tunele. Zgadnijcie, kto z nas się odważył?

Każdy, kto decydował się na wejście do tych tuneli już po kilku minutach doznał trudów, z jakimi musieli się zmagać ludzie w tamtym czasie. Duchota i niewielka ilość powietrza powodowały, że już po chwili robiło się bardzo gorąco. Potęgowała to niewygodna pozycja, w jakiej trzeba było się poruszać, gdyż wysokość tuneli nie przekraczała 140 cm, a w większości przypadków była nawet mniejsza, co zmuszało do poruszania się w kucki. Wędrówki nie ułatwiało poruszanie się w całkowitej ciemności, gdyż światła umieszczone były tylko na początku i końcu tuneli.

Słuchając naszego przewodnika mogliśmy poznać oblicze wojny wietnamskiej z odmiennego niż zazwyczaj punktu widzenia.

Korzystając z pozostałej części dnia ruszyliśmy w uliczki miasta by lepiej poznać jego klimat i mieszkańców. W pierwszych planach mieliśmy zamiar odwiedzić niezwykle barwną pagodę buddyjską, nie dotarliśmy jednak do niej, gdyż zarówno nawigacja jak i okoliczni mieszkańcy nie byli w stanie wskazać na jej dokładnej lokalizacji. Nie był to jednak stracony czas, gdyż dzięki temu mogliśmy lepiej przyjrzeć się mieszkańcom tego dziwnego miasta.

Privacy Preference Center