Po ostatnich emocjach związanych z lotem Beaty następny dzień postanowiliśmy spędzić spokojnie. Naszym celem została Masca, wioska położona na wys. 600 m u szczytu wąwozu schodzącego do oceanu. Droga, która do niej prowadzi z pewnością nie jest przeznaczona dla początkujących kierowców, wąskie przejazdy, na których miejscami nie mieszczą się obok siebie dwa samochody, wijące się zboczami gór strome serpentyny to wyzwanie dla kierowcy. Rozmieszczone co kilkadziesiąt metrów półki przeznaczone do łatwiejszego wspinania się posłużyły nam także jako punkty, z których mogliśmy podziwiać zapierający dech w piersiach górski krajobraz.

Będąc w wiosce postanowiliśmy spróbować lokalnych przysmaków w restauracji z pięknym widokiem na Mascę. Po zwiedzeniu tej urokliwej miejscowości udaliśmy się dalej w północną część Teneryfy. Niestety pogoda nam nie sprzyjała, zimowa aura w tej części wyspy przypomina naszą późną jesień z opadami deszczu, chłodem i mgłą. Ilość drzew pozbawionych liści i śpiące krzewy pozwalają nam przypuszczać, że ten region wyspy latem tętni bogatą roślinnością i soczystą zielenią, w przeciwieństwie do surowszego południa.

Jako drogę powrotną obraliśmy przejazd wokół góry Teide. Trudna trasa spowolniła nas na tyle, że podróż odbywaliśmy w całkowitych ciemnościach. Zaskoczył nas duży ruch podczas jazdy i pełne parkingi wokół Pico del Teide. Okazało się, że czyste niebo i przejrzyste powietrze na wysokości ponad 2000 m pozwala podziwiać piękne, rozgwieżdżone niebo. My również skorzystaliśmy z okazji i postanowiliśmy zatrzymać się na dłuższą chwilę by obserwować rozpościerającą się nad naszymi głowami drogę mleczną w niespotykanej dotąd dla nas okazałości. Z niechęcią opuszczaliśmy miejsce z tak wspaniałym widokiem aby udać się w dalszą część drogi powrotnej.

Galeria

Privacy Preference Center