Hoi An, jeden z głównych portów handlowych w dawnej południowo-wschodniej Azji, a w chwili obecnej to żywe muzeum pełne wciąż zamieszkanych zabytkowych domów.

Wietnam, po 40 latach wojny, był bardzo zniszczony w związku z czym władze zwróciły się do całego świata o pomoc w ratowaniu zabytków i jako pierwszy wybrał się Polak – Kazik z Lublina, a dokładniej Kazimierz Kwiatkowski, polski architekt i konserwator zabytków. Tubylcy na początku nazywali go „człowiekiem z dżungli”, ponieważ biedak, z powodu silnie zaminowanej okolicy i utrudnień w transporcie, mieszkał w bambusowym szałasie niedaleko ruin My Son. Do miasta Hoi An trafił zupełnie przypadkowo. Zauroczony jego starym miastem postanowił powalczyć o jego zachowanie i odrestaurowanie, gdyż miasto to miało zostać „zrównane z ziemią” i odbudowane w nowoczesnym stylu. Dzięki niemu możemy dziś podziwiać przepiękną starówkę, która stała się drugim najczęściej odwiedzanym miejscem w Wietnamie.

Wdzięczni mieszkańcy Hoi An postawili polskiemu architektowi pomnik i nazwali park jego imieniem, „Kazik Park”, po którym bardzo przyjemnie nam się spacerowało. Jak się okazało Kazimierz Kwiatkowski stał się bohaterem kilku wietnamskich książek a także inspiracją dla wietnamskich filmowców.

Musimy przyznać, że dzięki „Kazikowi” lokalni mieszkańcy byli dla nas, Polaków, bardziej życzliwi.

Inną nazwą tej miejscowości jest miasto lampionów. Bierze się ona stąd, że produkuje się w nim do dnia dzisiejszego jedwabne lampiony metodą tradycyjną, ręczną. Poza tym w całej miejscowości porozwieszane są barwne lampiony. Najpiękniej naszym zdaniem wyglądają nocą, gdy rozświetlają tysiącem kolorów nadając miastu bajkowy charakter.

Oczywiście nie mogliśmy sobie odpuścić odwiedzenia lokalnego bazaru, aby popróbować lokalnych przysmaków i poobserwować tubylców.

Wspaniale było odpocząć od zgiełku i chaosu, jaki do tej pory spotykaliśmy w większych miastach.

Privacy Preference Center