Barcelona, to hiszpańskie miasto do którego dotarliśmy w drodze powrotnej do domu z wyprawy na Lanzarote.
Decyzję o międzylądowaniu w tym mieście podjęliśmy dość spontanicznie z nadzieją, że będzie ono zmianą klimatu po dotychczasowym wulkanicznym plenerze.
Już od samego początku wizyta w tym mieście przebiegała z problemami. Kilka chwil po wylądowaniu dowiedzieliśmy się że nasz główny bagaż został zagubiony. Niefortunnie ekipa na lotnisku na Lanzarote zapakowała nasz bagaż do samolotu lecącego do Afryki a nie naszego. Niestety Hiszpańscy pracownicy lotniska nie czuli potrzeby aby nam pomóc, wręcz przeciwnie, opieszale i niechętnie udzielali wszelkich wyjaśnień. Cała procedura zgłoszenia i opisania zguby zajęła nam kilka godzin, ostatecznie zniechęceni z zaledwie podręcznymi bagażami udaliśmy się do naszego hotelu.
Na szczęście ciekawy widok miasta, który nam się ukazał zrekompensował nasz niesmak po lotniskowych przygodach. Oczywiście chwilę po zameldowaniu w Hotelu udaliśmy się na wieczorną przechadzkę po okolicy z nadzieją, że będziemy mogli podziwiać stare zabytkowe budowle w ciekawych podświetleniach. Zachód słońca bardzo szybko nas dosięgnął ale mimo to i tak udaliśmy się na ulice Barcelony. Niestety ku naszemu zdziwieniu kościoły, piękne katedry oraz ciekawa, historyczna architektura pogrążona była w ciemnościach. Nasze oczekiwania były podyktowane doświadczeniem z Polski oraz innych zakątków świata, gdzie większość zabytków oraz ciekawszych zakamarków podkreślane są światłem aby wyeksponować ich wizerunek.
Kolejne rozczarowanie jednak nas nie zniechęciło. Miasto to w przeciwieństwie do niedawno zamieszkałej przez nas wyspy, po zmroku tętniło życiem. Uliczki pełne radosnych bawiących się ludzi, w wielu zakamarkach restauracje i kafejki wypełnione po brzegi. Ciekawe zapachy zachęciły nas do pokosztowania regionalnych przysmaków. Uliczny bibelotowy handel uskuteczniany przez Afrykańczyków był aż do przesady wszechobecny i narzucany turystom. Miły klimat, uprzejmość i radość mijających nas ludzi wspaniale nastroił nas do poznania Barcelony za dnia.
Piękna zabytkowa zabudowa, kościoły oraz okazałe katedry w ciągu dnia robią wrażenie. Najciekawszy dla nas był Kościół Najświętszego Serca Pana Jezusa na szczycie wzgórza Tibidabo. Stamtąd mogliśmy podziwiać panoramę Barcelony. Niestety ku naszemu zaskoczeniu zabytkowe zabudowy w tym mieście są wręcz wciśnięte w n
owoczesne budynki, bilbordy i kolorowe reklamy wiszą na fasadach kościołów, katedr lub innych zabytkach. Przed najpiękniejszą katedrą w sposób nachalny handlują kiczem Afrykańczycy, co więcej w odległości piętnastu metrów od wejścia do Sagrada Familia znajduje się miejska siusialnia dla psów. Odór jaki się roznosił wokół zabytkowej katedry był odrażający i niestety przyćmił jej urok. Jak się zorientowaliśmy najlepszą formą zwiedzania tego miasta jest wycieczka autokarem, który obwozi turystów przez główne arterie do najważniejszych punktów, oczywiście sprytnie omijając niestety odwiedzone przez nas tereny. O kolejnych rozczarowaniach nie będziemy pisali, postanowiliśmy znaleźć jak najwięcej pozytywnych emocji z tej wyprawy i zapamiętać jedynie tylko to co piękne. Wycieczkę do Barcelony niestety w naszym przekonaniu zaliczamy do nieudanej…




























